Zbigniew Romaszewski - Logo Zbigniew Romaszewski
Romaszewski.pl: HOME / Publikacje / Refleksje na temat uczciwej lewicy - Tygodnik "Głos"

Refleksje na temat uczciwej lewicy - Tygodnik "Głos"

2004-10-01
Oficjalna strona senatora Zbigniewa Romaszewskiego

 

Moje refleksje na temat uczciwej lewicy

Polemika z tekstem red. Rafała Ziemkiewiczazamieszczona w tygodniku "GŁOS" w październiku 2004 roku

 

Uzupełniając zaległe lektury w "Gazecie Polskiej" z 15.09.2004r. natrafiłem na felieton Rafała Ziemkiewicza pt. "Dylemat uczciwej lewicy". Ponieważ autor felietonu wolałby wadzić się z prawdziwą lewicą, a nie z przemalowaną nomenklaturą to można to uznać za propozycję dialogu, co w atmosferze wszechogarniającej neoliberalnej mantry jest obiecujące. Problem, który powstaje w takim dialogu, to oczywiście podstawowy zakres pojęć, które w ciągu ostatnich kilkunastu lat bardzo zmieniły znaczenie i nigdy do końca nie wiadomo co rozmówca ma na myśli. Lewica, prawica, ojczyzna, patriotyzm, suwerenność, naród, sprawiedliwość społeczna, odpowiedzialność, rozwój, europejskość to wszystko słowa mające u rozmówcy czy wyborcy wywołać pozytywne bądź negatywne skojarzenia emocjonalne, a których zakres znaczeniowy jest bardzo rozmyty.

Dotychczas w oczach SLD czy części mediów uchodziłem za skrajną prawicę i dlatego zaliczenie mnie, bez zmiany poglądów, do lewicy uznałem za coś bardzo interesującego. Zresztą sam autor zdaje sobie z tego sprawę, gdy pisze, że niejeden prawicowiec w swej lewicowości "lewicę" przebija. Ponieważ sądzę, że zgodnie z kryteriami autora również naukę społeczną Jana Pawła II należałoby zaliczyć do lewicowych, to pokornie się na swoją lewicowość godzę.

Mówiąc najprościej liberalizm jako system oparty na wolności osoby ludzkiej w wydaniu lorda Actona czy Hayecka stał się w gruncie rzeczy utopią serwowaną maluczkim, a rzeczywisty dyktat zarówno gospodarczy jak i pośrednio polityczny sprawują wielkie korporacje kapitałowe. Ideologia liberalna, niezauważalnie dla swych zwolenników, ewoluuje w kierunku zbudowania "powszechnego kościoła złotego cielca", stąd jej nieustające ataki na państwo narodowe i na kościół katolicki.

Jeśli chodzi o państwo narodowe sprawa jest dość oczywista. Dysponując potężnymi środkami materialnymi, wspartymi dodatkowo możliwością stanowienia i egzekwowania prawa jest ono bardzo silnym konkurentem gospodarczym. Natomiast walka z kościołem, to walka o rząd dusz. Ciągłe przypominanie, że poza zyskiem istnieją jaszcze inne wartości, że praca posiada wymiar nie tylko ekonomiczny, że ludzie to nie to samo co zasoby ludzkie, że godność człowieka daje mu rangę podmiotu w procesie wytwórczym godzi w podstawową ideę człowieka konsumenta.

Pomówmy o tym o co naprawdę chodzi "lewicowemu" stronnictwu Suwerenność - Praca - Sprawiedliwość.

Podstawowa diagnoza sytuacji opiera się na stwierdzeniu systematycznej degradacji dobra wspólnego, wartości publicznych na rzecz interesu prywatnego. Myślę, że stan dróg w Polsce i tempo budowy prywatnych autostrad, może być najlepszym dowodem na to jak ograniczona jest efektywność wolnego rynku w budowie infrastruktury, która ma służyć wszystkim. Uświęcenie konkurencji jako motoru postępu i lekceważenie lojalności, współpracy i solidarności międzyludzkiej doprowadziło do tego, że nie jesteśmy w stanie mieć nawet przyzwoitej reprezentacji w piłce nożnej, bo już w czwartej lidze sprzedawane są mecze.

Obawiam się, że przekraczający granicę zdrowego rozsądku wybujały indywidualizm jest nie mniej niebezpieczny niż bolszewicki kolektywizm. Jak dotychczas udało nam się osiągnąć taki stopień atomizacji społeczeństwa, który stanowił nieosiągalne marzenie komunistów. Każdy jest konkurentem każdego, każdy każdemu może zrobić świństwo, każdy kradnie i nie kradnie jednocześnie. Kradnie bo taki jest powszechny pogląd, nie kradnie bo to słowo sądy zarezerwowały sobie do wyłącznego użytku. Na to ażeby powiedzieć, że ktoś kradnie musi on zostać prawomocnie skazany, a to długa droga. Ale do uroków naszego wymiaru sprawiedliwości jeszcze powrócę. Tu chciałbym powiedzieć tylko tyle, że tak powszechnej wzajemnej nieżyczliwości ludzkiej chyba jeszcze nie obserwowałem. Naprawa państwa nie jest możliwa bez przywrócenia harmonijnego współistnienia pomiędzy interesem jednostki, a interesem wspólnoty. Tak więc zadanie które sobie stawiamy, to odbudowanie pojęcia dobra wspólnego, solidarności, pobudzenie do bezinteresownego działania na rzecz wspólnoty. Że jest to bardzo trudne nie mam żadnych wątpliwości, a na usprawiedliwienie swego idealizmu mogę tylko przypomnieć, że w 1976 roku nikt nie wyobrażał sobie niepodległej Polski w świecie bez Związku Radzieckiego.

Dlaczego więc Suwerenność - Praca - Sprawiedliwość?

Suwerenność - znaczy tyle, że jesteśmy za Europą ojczyzn i silniejsza integracja w oparciu o konstytucję europejską odrzucającą wszelkie odwołania do wspólnych wartości jest sprzeczna z naszym rozumieniem racji stanu. Jako współtowarzyszy w Unii Europejskiej mamy piętnaście sprawnie działających państw broniących interesów swoich obywateli i przedsiębiorstw, podczas gdy nasze państwo znajduje się w kryzysie, a oligarchia planuje jego dalszy demontaż. Być może za jedno czy dwa pokolenia procesy integracji społecznej i gospodarczej posuną się tak daleko, że forma federacyjna będzie do nich adekwatna, ale dziś nie ma to nic wspólnego z realnością. Nie bądźmy bolszewikami i nie dekretujmy jak maja żyć ludzie i społeczeństwa. Idźmy raczej drogą twórców Unii: Schumana, Adenauera, De Gasperi'ego. Przybliżajmy ludzi i gospodarki, a nie epatujmy się mrzonkami polityków.

Praca jest najistotniejszym problemem naszego państwa. Bezrobocie na poziomie 19, 20% przekracza w niektórych rejonach Polski 30%. Bezrobocie wśród młodzieży do 24 roku życia sięga 40%. To po prostu tykająca bomba zegarowa. Dla porównania przypomnę, że w czasie wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych bezrobocie nigdy nie przekroczyło 25%. Wolnorynkowe działania podjęte przez pana Hausnera, mające ożywić gospodarkę , a więc prawie 30% obniżka podatku od dochodów przedsiębiorstw (CIT z 27 na 19%) dały w tej dziedzinie dość mizerne rezultaty. Obniżenie bezrobocia o jeden procent w ciągu roku pozwala sądzić, że przy dobrej koniunkturze gospodarczej gdzieś za 12, 15 lat moglibyśmy osiągnąć poziom bezrobocia cywilizowanych krajów. Do tego czasu nastąpi wykluczenie i degradacja przynajmniej 3-5 milionów ludzi nie wliczając w to dzieci i starców. Co to oznacza wiemy na przykładzie ludności polikwidowanych PGR-ów.

Jeśli Pan Ziemkiewicz powiada, że 2/3 rent jest wyłudzonych, to nie wiem skąd ma tak precyzyjną wiedzę, ale intuicyjnie skłonny byłbym się z tym nawet zgodzić pod warunkiem, że Pan Ziemkiewicz powie gdzie ci ludzie mieliby zacząć pracować. Co do bezrobotnych, to spieszę Go uspokoić, że tylko 18% spośród zarejestrowanych (najniższy odsetek w Europie) korzysta z zasiłku, reszta ma zapewnioną jedynie opiekę zdrowotną, a zasiłki socjalne z których mogą korzystać wynoszą w niektórych powiatach po kilkadziesiąt złotych na osobę uprawnioną. Do ludzi tych można mieć pretensje jedynie o to, że w ogóle żyją. Świadczy to niewątpliwie o istnieniu szarej strefy, ale w tym momencie wyłudzenie obejmuje również pracodawców o czym już autor nie wspomina. Osobiście byłbym ostrożniejszy w sądach moralnych, bo w państwie w którym jakieś 70% majątku w wyniku arbitralnych decyzji przeszła na własność prywatną niewielkiej grupy ludzi, a 60% rodzin żyje poniżej minimum socjalnego o wyłudzeniach lepiej nie wspominać.

Również nie podzielam entuzjazmu red Ziemkiewicza do planu Hausnera. Przedłużenie wieku emerytalnego, weryfikacja świadczeń rentowych w sytuacji gdy na pracę oczekuje 40% młodzieży można skwitować tylko słowami Jana Pietrzaka "gdybym nie wiedział, że to głupstwo, to sądziłbym, że to prowokacja". Bezrobocia nie likwiduje się obcinaniem świadczeń socjalnych w wyniku przenoszenia ludzi z jednej bogatszej sfery socjalnej (renty, emerytury) do uboższej (zasiłki socjalne). Bezrobocie likwiduje się tworząc miejsca pracy.

Tu napotykamy na jeden z paradoksów liberalnej gospodarki. Państwo precz od gospodarki. Gospodarką rządzi wolny rynek. Ale jeśli wolny rynek zamiast zatrudnienia generuje bezrobocie, to odpowiedzialność za bezrobocie ponosi państwo, które pozbawione instrumentów gospodarczych ma sobie z tym poradzić. Przy tym zasiłki socjalne powinny być sprowadzone do minimum, bo zwiększają one obciążenia podatkowe, a te hamują rozwój gospodarki.

Warto by może zwrócić uwagę, że prawa ekonomi to nie prawa uniwersalne, lecz prawa społeczne bardzo silnie zależne od tradycji świadomości i stopnia rozwoju cywilizacyjnego społeczeństw. Bardzo nam się podoba w USA, ale to wcale nie znaczy, że powtarzając współczesne doktryny amerykańskiej ekonomii, jesteśmy w stanie osiągnąć jej poziom. Zauważmy może wreszcie, że w krajach zaawansowanego kapitalizmu, przeciętny przyrost miejsc pracy jest proporcjonalny do przyrostu produktu krajowego brutto, w USA to 1/2, W Europie Zachodniej to 1/3 przyrostu PKB. W Polsce takiego efektu nie obserwujemy. W ciągu ostatnich 7 - 8 lat średni przyrost PKB rzędu 4% skutkował likwidacją miejsc pracy. Świadczy to najdobitniej jak różnym mechanizmom gospodarki podlegamy. Ale to dość oczywiste. O ile w normalnie rozwijających się krajach koniunktura gospodarcza powoduje ożywienie na rynku pracy, to zgodnie z wymogami wolnego rynku w Polsce skutkuje ona przede wszystkim niwelowaniem luki technologicznej i modernizacją gospodarki, a to mimo iż absolutnie niezbędne powoduje nie zwiększenie , a zmniejszenie zatrudnienia. W tych warunkach sam wolny rynek problemu bezrobocia w rozsądnym horyzoncie czasowym rozwiązać nie potrafi i konieczna jest interwencja państwa.

Przykładem takich rozwiązań była oparta na teorii Keynes'a, Roosveltowska koncepcja przełamania Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Uruchomienie robót publicznych przy wielkich inwestycjach infrastrukturalnych, pozwoliło zwiększyć popyt i ożywić koniunkturę gospodarczą w dziedzinie dóbr konsumpcyjnych, przełamało bezrobocie.

Nie sądzę by nakłady inwestycyjne poniesione w Polsce w ostatnim 15-leciu były wykorzystane w więcej niż 40 - 50%. Szczególnie dla rozwoju drobnej i średniej przedsiębiorczości barierą okazuje się popyt w warunkach ubożejącego społeczeństwa. Budowa dróg autostrad , modernizacja kolei, rozwój budownictwa komunalnego (1,5 mln oczekujących) to odpowiedzi na nasze problemy i tylko państwo prowadzące spójną politykę społeczno - gospodarczą stać na podjęcie tak szeroko zakrojonego programu. Roosveltowski New Deal dostarczył Stanom Zjednoczonym rozpędu na 40 lat.

Nieadekwatność neoliberalnego modelu gospodarczego do problemów państw rozwijających się to nie tylko przypadek Polski. To fiasko zaleceń MFW w Ameryce Łacińskiej, Afryce, kryzys walutowy w Azji Południowo - Wschodniej, Rosji. Krytyka tych zaleceń zawarta w "Globalizacji" Stiglitza - laureata nagrody Nobla jest bardzo przekonywująca. Problem nie leży oczywiście w niepodważalnych zaletach regulacyjnych wolnego rynku, ale w doktrynerstwie hurra libertariańskiej ideologii, obowiązującej w Polsce.

Sprawiedliwość - "jaki jest koń każdy widzi" pisał ksiądz Chmielowski w Nowych Atenach i można to zdanie również odnieść do funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Pisać o tym nie sposób bo każdy tydzień przynosi w tej dziedzinie nowe zaskakujące paradoksy. Co zdaniem sądu jest zgodne z prawem, co posiada znikomą szkodliwość społeczną, a co jej nie posiada, tego zwyczajny obywatel zrozumieć nie potrafi.

W obecnej sytuacji najmniej zabawne jest to, że nie ma nikogo kto by za istniejący stan poczuwał się do odpowiedzialności. Nikt jeszcze nigdy nie domagał się odwołania ministra sprawiedliwości, bo wszyscy obywatele wiedzą, że ten nic istotnego w tej sprawie zrobić nie może. Trzecia konstytucyjna władza w demokratycznym państwie znalazła się w rękach przez nikogo nie kontrolowanych korporacji zawodowych: sędziów, prokuratorów, notariuszy, komorników, radców prawnych, adwokatów. Z czymś takim nie spotkałem się jeszcze nigdzie na świecie. To nasz patent, nasz twórczy wkład w osłabienie dominującej roli państwa i interesu publicznego na rzecz syndykatów zawodowych. Ale nie sądzę byśmy w diagnozie czy środkach zaradczych rozchodzili się daleko z PiS. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na dwie rzeczy, bezpośrednio z wymiarem sprawiedliwości związane. Jedna to opinia publiczna, druga to droga skarg i zażaleń w instytucjach administracji publicznej.

Otóż opinia publiczna jest w naszym kraju systematycznie eliminowana. Od wypowiadania się w sprawach konfliktowych są niezawisłe sądy, a zbyt radykalne wypowiedzi osób prywatnych czy dziennikarzy są tępione w procesach karnych i cywilnych. Ostatnio SN orzekł, że słowo przestępca jest zarezerwowane do wyłącznego użytku sądów i przestępcą jest tylko ten kto został prawomocnie skazany. Jeśli nie został to żadne dowody jego winy nie są rozpatrywane i trzeba przeprosić. Do Lindego, Karłowicza czy współczesnych słowników języka polskiego wysoki sąd nie zaglądał i nie zauważył, że w świetle jego orzeczenia nazywanie Hitlera, Stalina, Bormana i wielu, wielu innych przestępcami jest po prostu bezprawne. Tak to tracimy zdrowy rozsądek. Wszystko co nie jest zakazane jest dozwolone. To hasło prawnego liberalizmu. Problem tylko ten, że poza przestępstwem, wykroczeniem, zbrodnią, występkiem, wśród ludzi funkcjonuje jeszcze zwykłe świństwo i ono okazuje się dozwolone. To ono rodzi przestępczość i stanowi o jakości społeczeństwa w którym żyjemy, a społeczeństwu odmówiono prawa do walki ze świństwem, do piętnowania go. Wymuszono tolerancję dla świństwa i rozliczne podejrzane figury mogą bez przeszkód pełnić funkcje publiczne, obciążając instytucje demokratyczne odium, które na nich ciąży.

Na dodatek kształtowanie opinii publicznej i ostracyzmu uniemożliwiają ograniczenia dostępu do informacji. Co pewien czas dziennikarze rozpoczynają wojnę z tajemnicą państwową, która jest chyba najmniej ważna i najłatwiejsza do przełamania. Nasze konstytucyjne prawo do informacji obrosło około 30 rodzajami tajemnic: bankową, handlową, skarbową, ustawą o ochronie danych osobowych, itd., itd., itd. Parlament uchwalając ustawę o opłatach za czynności komornicze, nie wie ile oni zarabiają, bo to kwestia prywatna i nietaktem jest pytania o zarobki. Plany dotyczące zwolnień grupowych, likwidacji zakładów pracy to kwestia prywatna. W tym kontekście nie dziwi odmowa Orlenu udostępnienia dokumentów Komisji Sejmowej, bo to sfera prywatna, strzeżona dziesiątkami tajemnic. Myślę, że United Fruits miał więcej szacunku dla rządów i parlamentów republik bananowych, niż Orlen dla władzy przedstawicielskiej w RP. Nawet Enron zeznawał przed Komisją Senacką. Raz chociaż jesteśmy przed USA w drodze do postępu i nowoczesności.

Tak więc sprawy, które powinny się spotkać z publicznym potępieniem, odrzuceniem przez środowisko leżą latami w sądach oczekując prawomocnych rozstrzygnięć. Jeśli tego nie zmienimy, jeśli nie przywrócimy opinii publicznej kontroli obywatelskiej reforma wymiaru sprawiedliwości jest nie możliwa.

Druga kwestia to sprawa przywrócenia we właściwym rozmiarze instytucji skarg i zażaleń. Instytucja ta uległa zapomnieniu. Właściwie jedyną instytucją uprawnioną do mniej więcej skutecznych interwencji jest Rzecznik Praw Obywatelskich. Sześćdziesiąt tysięcy spraw musi budzić podziw dla tej instytucji, ale coroczne trzystu - stronicowe raporty, przechodzące prawie bez echa napawają pesymizmem. Odmawianie Rzecznikowi założenia filii regionalnych, ograniczanie uprawnień interwencyjnych parlamentarzystów to wszystko działania alienujące elity władzy od społeczeństwa.

Ponieważ moje nazwisko nie jest obce czytelnikom "Gazety Polskiej", a w pewnym okresie łączyła nas bliska współpraca, postanowiłem jednak przedstawić czytelnikom moje "lewicowe" poglądy. Nie są one tak odlotowe jak można by sądzić z krótkiego felietonu Rafała Ziemkiewicza. Podzielam jego pogląd, że bardzo trudne jest w obecnych skomplikowanych czasach udzielenie prostej i łatwej odpowiedzi. Stąd i mój artykuł jest delikatnie mówiąc nieco obszerny, ale tylko w taki sposób można uniknąć taniej demagogii. Zresztą demagogia dotyczy nie tylko lewicy. Licytacja w demagogii dotyczy wszystkich stron.

Sądzę, że socjotechnika i przeniesione z handlu metody marketingowe zdominowały działania polityczne i pozbawiły obywateli możliwości, tak propagowanego przez liberałów racjonalnego wyboru, zastępując go oddziaływaniem na emocje. My będziemy usiłowali odbudowywać elity polityczne i budować aparat pojęciowy pozwalający społeczeństwu uodpornić się na tanią demagogię.

Na koniec ostatnie pytanie, które nie padło. Po co jeszcze jedna partia polityczna? Przede wszystkim po to, żeby pozwolić sobie na luksus myślenia nieobciążonego wymogami taktyki wyborczej, pozyskiwania zwolenników i środków. Uważny obserwator z łatwością zauważy, że w naszym programie nie ma nieprzezwyciężalnych rozbieżności na przykład z programem PiS. Problem powstaje, kiedy arytmetyka parlamentarna narzuca konieczność koalicji PiS - PO. Trudno sobie wyobrazić by bezkolizyjne i efektywne były rządy koalicji, w której jeden z partnerów pragnie budować silne państwo demokratyczne, a drugi pragnie jego ograniczenia, w szczególności poprzez redukcję władzy przedstawicielskiej. Obawiam się, że pod wpływem koalicjanta i presji medialnej PiS podryfuje w kierunku wyznaczonym przez PO, a jeśli nie będzie dryfował to koalicja pęknie, a winą za to obarczeni zostaną bracia Kaczyńscy. Jest to ryzyko, które podejmą i zapewne powinni podjąć, ale my wolimy pozostać w miejscu w którym jesteśmy. Oczywiście będziemy współpracować z koalicją tam gdzie jest to możliwe i krytykować ją tam gdzie jest to sprzeczne z naszym pojęciem racji stanu. Będziemy starali się uczestniczyć w wyborach, ale przede wszystkim będziemy popularyzować naszą wizję uprawiania polityki.

Zbigniew Romaszewski

 

Copyright 2011 © Bobartstudio.pl
Autorzy: Pawł Piekarczyk, Szymon Zaleski, Marcin Sadłowski, Adam Bielański
Fot.: Erazm Ciołek, Jarosław M. Goliszewski, Kazimierz Kawulak, Krzysztof Mazur, Paweł Piekarczyk, Tomasz Pisula, Anna Wdowińska