Zbigniew Romaszewski - Logo Zbigniew Romaszewski
Romaszewski.pl: HOME / Publikacje / "Orwell by tego nie wymyślił" artykuł na temat kryzysu politycznego - "Dziennik" 3 października 2006 roku

"Orwell by tego nie wymyślił" artykuł na temat kryzysu politycznego - "Dziennik" 3 października 2006 roku

2006-10-03

Oficjalna strona senatora Zbigniewa Romaszewskiego

 

Orwell by tego nie wymyślił

Artykuł zamieszczony w dziale "Analiza" w "Dzienniku" w 3 października 2006 roku

 

Od redakcji: Tytuł artykułu i śródtytuły pochodzą od redakcji "Dziennika". Senator zatytyłował ten tekst: "Kryzys polityczny, czy kryzys zaufania".

Kryzys polityczny, który przetacza się przez nasz kraj jest dużo głębszy, niż to się wydaje, i nie sądzę, by powołanie takiej lub innej egzotycznej koalicji, bądź też rozpisanie nowych wyborów mogło go zażegnać. Wbrew megalomańskim poglądom o naszej wyjątkowości, czy to pozytywnej, czy negatywnej, akurat w tej dziedzinie nie różnimy się aż tak bardzo od reszty świata.

Gwałtowny rozwój komunikacji społecznej, lawina technologicznych odkryć, kompromitacja ideologii i zastąpienie ich technologią polityki działającą zgodnie z regułami wolnego rynku, moralna relatywizacja, wszystko to powoduje poważne zachwianie uświęconych dotychczas zasad przyzwoitości obowiązujących w polityce. „Polityka jest brudna” – to coraz częściej głoszony pogląd, któremu towarzyszy coraz niższa frekwencja wyborcza.

Wydarzenia ostatnich dni postawiły przed opinią publiczną dwa problemy. Jeden, to granice moralne politycznych negocjacji, czyli czym się one powinny różnić od targu przekupek na bazarze. Drugi, to problem, jakie metody są etycznie dopuszczalne przy zdobywaniu informacji. Innymi słowy w obu przypadkach musimy sobie postawić pytanie, kiedy cel uświęca środki?

Moralne granice negocjacji

W tym, co się zdarzyło w ostatnim tygodniu, najbardziej zaskoczyło mnie zaskoczenie polityków i dziennikarzy politycznych. Kiedy ogląda się oburzenie starych politycznych wyjadaczy, uczestniczących w dziesiątkach, jeśli nie setkach takich rozmów, to nasuwa się pytanie o granicę hipokryzji. Okazuje się, że hipokryzja w polityce nie ma granic. Nie rozumiem również, jak proceder taki, rozwijający się szczęśliwie już co najmniej od piętnastu lat, mógł umknąć uwagi wnikliwych dziennikarzy politycznych. Sądzę, że tak nie było. Wszyscy o tym doskonale wiedzieli i godzili się z tym, ba, zbudowali nawet do tego celu język, który opisuje negocjacje polityczne, jak proces handlowy. Polityka jest brudna, a dobry polityk, to nie taki, który dotrzymuje zobowiązań wyborczych i reprezentuje lepszy lub gorszy program, ale taki, który potrafi przetrwać w tej dżungli.

We współczesnej interpretacji polityka to nie poszukiwanie rozwiązań dla konfliktów interesów istniejących wewnątrz społeczeństwa, nie budowanie kompromisów i dotrzymywanie umów, lecz bezwzględna walka o władzę w imię interesów grupowych. Co gorsza, ten pogląd jednoczy „prawicę” i „lewicę”. Ten pogląd jest popularny w Polsce, USA i Europie. Taką wizję polityki budowali przez lata, wspólnym wysiłkiem, z wzajemną inspiracją politycy i dziennikarze, i z taką wizją pogodziło się polskie społeczeństwo. Co najwyżej przestało przychodzić na wybory.

Ci z polityków, którzy tej wizji nie podzielali, musieli odejść z polityki, lub też dokonali podobnego wyboru jak niżej podpisany i szukają swojej szansy w senacie, w którym większościowa ordynacja wyborcza zapewnia większą niezależność od bieżących koniunktur politycznych i układów partyjnych.

Czy warto było, za cenę wątpliwych koncesji politycznych, doprowadzić do rozwiązania WSI, powołania CBA, zagrożenia wpływom nieformalnych grup „trzymających władzę”? Moim zdaniem tak. Ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że cena jest wysoka. Minister Lipiński – polityk wysokiej klasy – musi negocjować z posłanką Beger, a to z kolei rodzi zagrożenie demoralizacją i cynizmem, szczególnie w środowisku młodych działaczy, którzy dopiero uczą się, czym jest polityka i jak ją uprawiać.

Nie sposób przy tym nie zadać sobie pytania, dlaczego to akurat dziś dziennikarze podnieśli alarm w sprawie patologizacji polityki? Czyżby inne dziennikarskie podsłuchy wykazały, że negocjacje w których bierze udział PO dotyczą wyłącznie wysokości planowanych progów podatkowych, a SLD ze swoimi koalicjantami rozmawia tylko o wartościach lewicowych? I czyżby te wszystkie nudne taśmy złożono do archiwum a ujawniono tylko ciekawe? Być może na popularności sprawy zaważyła barwna postać posłanki, czy uświadomienie sobie, jak naprawdę wyglądają negocjacje. Jednak nie zwrócenie uwagi, że odbywa się to wszystko w przededniu wyborów samorządowych, po rozwiązaniu WSI, powołaniu CBA, w przededniu budzącej przerażenie części politycznych elit lustracji majątkowej, śledztwa w sprawie banków, zmian w NBP i Trybunale Konstytucyjnym - niezauważanie tego jest polityczną ślepotą.

Cała ta sprawa jest poważna i uważam, że powinna być zbadana przez parlamentarną komisję śledczą. Może szkoda, że Konstytucja nie przewiduje w takich wypadkach możliwości zaangażowania senatu, uczestniczącego w znacznie mniejszym stopniu w bieżących politycznych przepychankach.

Warto się również zastanowić nad dostosowaniem do polskich warunków „kodeksu etyki parlamentarzysty”, opracowanego w Wielkiej Brytanii pod kierownictwem Lorda Nolana. Nie przyniósł on wprawdzie rewolucji w praktyce parlamentarnej, ale próbować trzeba. Może my stworzymy lepszy.

Kiedy cel uświęca środki

Druga sprawa to problem zdobywania informacji.

W kulturze europejskiej było przyjęte, że przyzwoici ludzie nie czytają bez zezwolenia cudzych listów, nie podsłuchują rozmów, nie podglądają przez dziurkę od klucza. Takie zachowania traktowano jako nieobyczajne.

Oczywiście od zawsze istniały różnego rodzaju służby specjalne, których metody działania trudno uzasadnić na gruncie etyki normatywnej. Wprowadzanie w błąd, kłamstwo, prowokacja, szantaż, korupcja, przemoc - to zwykłe narzędzia pracy tajnych służb. Co je właściwie broni? Jedynie stan wyższej konieczności. Obrona przed jeszcze większym złem. Dlatego też służby takie istnieją we wszystkich państwach, choć przez bardzo długie lata Wielka Brytania negowała istnienie MI5, MI6. Powstanie totalitarnego państwa, czy to komunistycznego, czy to faszystowskiego, doprowadziło do niewiarygodnego rozwoju tych służb. Odpowiedzią na to był „Rok 1984” Orwella, w którym Wielki Brat nadzoruje życie wszystkich obywateli. Wpływ wizji Orwella był na tyle znaczący, że wszystkie próby rozszerzenia nadzoru państwa nad obywatelami budzą ciągle poważne dyskusje.

Jednakże rozwój technologiczny rodzi „nowe”. To, na co państwo miało monopol, a więc podsłuch, podgląd, prowokacja - zostaje sprywatyzowane, staje się dobrem powszechnym. Budujemy społeczeństwo, w którym każdy może podsłuchiwać każdego. Tego już Orwell nie wymyślił. W dodatku, niezależnie od tego, jak by mi się to nie wydawało obrzydliwe, spotyka się to z akceptacją elit, akceptacją prawie wszystkich dziennikarzy. Oczywiście przy założeniu stanu wyższej konieczności. Tyle, że ten stan zaczyna obejmować wszystko - od praktyk politycznych począwszy, oczywiście w imię społecznego dobra, po podglądanie życia prywatnego artystów – w imię wolności mediów.

Sądzę, że budujemy dość koszmarny świat.

Reasumując można przypuszczać, że startująca właśnie kampania wyborcza przyniesie nam jeszcze wiele pikantnych informacji, natomiast nie sądzę, by podniosła ona jakość wybieranych samorządów. Obawiam się, że pogłębi jedynie kryzys zaufania do polityków, i instytucji państwa, a także zniechęci społeczeństwo do ich kontroli poprzez udział w wyborach, ale może o to chodzi.

Obawiam się również, że odważna postawa panów Morozowskiego i Sekielskiego z posłanką Beger na czele, nie wpłynie na poprawę obyczajów parlamentarnych, a zaowocuje jedynie znaną z filmów gangsterskich procedurą oklepywania się w poszukiwaniu podsłuchów przed podjęciem negocjacji.

O tym, jak przełamać kryzys zaufania, powodujący atomizację społeczeństwa, myśli się mało.

Zbigniew Romaszewski
30 września 2006 roku

* * *

Zbigniew Romaszewski, polityk, fizyk. Od 1976 r. współpracownik Komitetu Obrony Robotników oraz członek KSS „KOR". Współorganizował w 1979 r. Komitet Helsiński. Od 1989 nieprzerwanie senator, związany z prawicą.

 

Copyright 2011 © Bobartstudio.pl
Autorzy: Pawł Piekarczyk, Szymon Zaleski, Marcin Sadłowski, Adam Bielański
Fot.: Erazm Ciołek, Jarosław M. Goliszewski, Kazimierz Kawulak, Krzysztof Mazur, Paweł Piekarczyk, Tomasz Pisula, Anna Wdowińska